Gdzie fintech może zdobyć finansowanie?

Obecnie istnieje dosyć szeroki wachlarz możliwości finansowania działalności dla początkujących fintechów. Zwłaszcza teraz, gdy rynek fintechowy mocno rozwinął się w ostatnich latach, a inwestorzy coraz częściej rozglądają za inwestycjami w innowacje finansowe. Budowanie startupu finansowego można także oprzeć o kilka różnych form pozyskiwania funduszy, tzw mieszanego finansowania. Wbrew pozorom opcji jest całkiem sporo, w zależności od modelu biznesowego, celów działalności i rodzaju oferowanego produktu czy usługi.

Inwestor zewnętrzny

Znalezienie inwestora spoza firmy to pierwszy sposób na finansowanie fintechu. Poza wkładem pieniężnym, inwestorzy często też pomagają danej firmie wejść w świat biznesu, złapać kontakty oraz doświadczenie. Oczywiście ktoś, kto inwestuje swoje pieniądze w fintech, nie jest biernym obserwatorem, lecz wspólnikiem, posiadającym częściową kontrolę i wpływ na działanie firmy. Dobra współpraca z zewnętrznym inwestorem to klucz do sukcesu. Inwestora zewnętrznego można pozyskać na wiele sposobów, wśród których warto wymienić:

Venture capital – rodzaj inwestowania zewnętrznego dla firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, w którym inwestor (najczęściej duże przedsiębiorstwo) wnosi do firmy wkład pieniężny poprzez wykup udziałów lub akcji. Taki podmiot staje się współwłaścicielem fintechu, wspiera finansowo projekt, ale również zarządza pracą i ingeruje w podejmowane decyzje. Dzięki umowie zawartej na ściśle określony czas, pomysłodawca nie ma obawy, iż straci środki pieniężne z dnia na dzień.

Anioły biznesu – w przypadku tego sposobu inwestowania, mamy do czynienia jedynie z inwestycjami z własnych środków finansowych. Aniołowie Biznesu (ang. Business Angels) to prywatni inwestorzy, którzy chętnie szukają innowacyjnych przedsiębiorstw, gdzie za pomoc w postaci wkładu pieniężnego mają nadzieję uzyskać zyski z udziałów.

Fundusze inwestycyjne – forma finansowania, która polega na zbiorowym lokowaniu środków finansowych wpłacanych przez uczestników funduszu. Następnie środki te lokowane są w papierach wartościowych firmy, a zyski pochodzą głównie ze zmiany ich wartości.

Emisja obligacji – stanowi alternatywne rozwiązanie poszukiwania źródeł finansowania od zewnętrznych inwestorów. Sposób ten głównie odnosi się do podmiotów, które poszukują znacznych środków pieniężnych. Polega na emisji papierów wartościowych (obligacji) o określonej wartości. Mówiąc prościej jest to pewnego rodzaju pożyczka, w której zobowiązujemy się spełnić na rzecz właściciela obligacji (inwestora) określone świadczenie, które może mieć charakter pieniężny bądź niepieniężny. W przypadku pierwszego wariantu, inwestor ma prawo do zwrotu pożyczonej kwoty wraz z odsetkami. Natomiast wymiar niepieniężny to możliwość uzyskania pewnych praw np. do udziału w przyszłych zyskach firmy.

Fundacje i huby dla fintechów

Obecnie coraz większą popularnością cieszą się fundacje oraz huby, które tworzą ekosystem wspierający rozwój fintechów. W ramach współpracy z takim podmiotem, fintech może liczyć nie tylko na finansowanie projektu, ale także na wsparcie technologiczne, oraz biznesowe. Głównym celem takich fundacji jest łączenie ludzi i organizacji w całym ekosystemie sektora finansowego, dając fintechom dostęp do wiedzy, doświadczenia talentów i inwestorów. Nierzadko wśród partnerów takich fundacji można znaleźć ekonomistów, prawników, czy specjalistów z branży IT. Wsparcie biznesowe na początkowym etapie rozwoju fintechu to także spora oszczędność, bowiem nie trzeba inwestować w wsparcie księgowe, czy prawne, a wiadomo, że wczesna faza projektu zazwyczaj wymaga ostrożności w wydawaniu pieniędzy. 

Crowdfunding

Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe, to dość nowy sposób na pozyskiwanie funduszy, który obecnie coraz bardziej zyskuje na popularności.W kontekście rozwiązań finansowych może być to pomysł nieoczywisty, tym niemniej wszystko zależy od rodzaju oferowanej usługi. Jeśli oferta fintechu kierowana jest do rynku B2C i jednocześnie spełnia ona warunki innowacyjnego i atrakcyjnego rozwiązania, można z pewnością rozważyć taką formę choć częściowego finansowania. Crowdfunding polega na przedstawieniu i zaprezentowaniu projektu szerszej społeczności poprzez platformę internetową. Za pośrednictwem takiej platformy osoby zainteresowane projektem mogą dokonywać drobnych, jednorazowych wpłat na rzecz jego realizacji. W zamian za wkład finansowy, liczni „inwestorzy” otrzymują wynagrodzenie w postaci udziałów w przyszłych zyskach z projektu, bądź też stają się współwłaścicielami projektu. Ten rodzaj wymiany korzyści jest formą inwestycji. Bywa też tak, że wynagrodzenie dla inwestora jest oferowane w formie gotowego produktu (przedsprzedaż) na którego realizację jest prowadzona zbiórka.

Finansowanie projektu w ten sposób otwiera możliwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców dzięki popularności takich platform. Natomiast osoba poszukująca środków pieniężnych dostaje szybki przekaz od grupy docelowej, mówiący o tym czy projekt jest na tyle interesujący i innowacyjny by wejść na rynek. 

Wsparcie programów unijnych

Unia Europejska oferuje początkującym podmiotom pomoc finansową w ramach programów finansujących innowacje. W dużej mierze jest to finansowanie bezzwrotne, oczywiście po spełnieniu szeregu warunków określonych w regulaminie finansowania. Do najpopularniejszych operatorów środków europejskich należą Fundusze Europejskie, Polski Fundusz Rozwoju czy Narodowe Centrum Rozwoju i Innowacji. 

Współpraca z bankami

Nie chodzi tutaj o sięganie po kredyt - bynajmniej. Zwłaszcza, że kredyt łatwiej uzyskać podmiotom, które już działają na rynku i mają zweryfikowaną zdolność kredytową. Alternatywna forma wsparcia to po prostu podjęcie współpracy z jednym z banków, które oferują programy innowacji dla fintechów. W ramach takiej wymiany, fintechy mogą liczyć na wsparcie finansowe oraz legislacyjne, a banki realizują swoje założenia związane z rozwojem innowacji w sektorze bankowym. Do ciekawszych projektów w tym obszarze należą m.in. Let’s Fintech , którego pomysłodawcą jest Bank PKO, czy współtworzony przez Santander Accelup.

 


Rozmowa z CEO INCAT w portalu Cashless

Piotr Hanusiak, prezes Incat, mówi o tym, jak obecna sytuacja wpływa na kondycję fintechów oraz jak ograniczyć koszty, a jednocześnie sprawdzić, czy pomysł chwyci na rynku.

Trwa pandemia. Właściwie mamy już do czynienia z drugą falą zachorowań. Wprawdzie władze zapewniają, że ponownego lockdownu nie będzie, ale nie wiadomo, jak obecna sytuacja wpłynie na kondycję branży fintech. Jak Pan ocenia sytuację podmiotów działających w tym obszarze? Z jakimi problemami borykają się i przed jakimi wyzwaniami stają fintechy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musielibyśmy spojrzeć na temat z dwóch perspektyw. Pierwsza, niespecjalnie sprzyjająca fintechom, to oczywiście ogólne spowolnienie gospodarcze i niepewność rynku. Skala tego spowolnienia powoduje, że recesja wpływa na wszystkich uczestników rynku, i sprawia, że klienci mogą poszukiwać pewniejszych usług, czy miejsc lokowania swoich oszczędności. Ponadto banki, przez znaczny spadek marż odsetkowych, muszą szukać rozwiązań utrzymujących przy nich klientów, co powoduje wzrost konkurencyjności na linii banki – fintechy.

Z drugiej jednak strony ograniczenia narzucone przez stan epidemiczny spowodowały, że klienci zostali wręcz zmuszeni do poszukiwań rozwiązań technologicznych, które pozwolą im relatywnie normalnie funkcjonować w nowej rzeczywistości. Pojawia się miejsce dla fintechów, które zaczynają być coraz bardziej widoczne na rynku, a co za tym idzie, dość sprawnie zapełniają powstałą lukę. Fintechy operują głównie na rozwiązaniach technologicznych dostępnych w sieci i ich biznes zasadniczo nie ucierpiał w sytuacji ograniczenia możliwości spotkań czy przemieszczania się, bo one po prostu nie bazują na działaniach swoich stacjonarnych oddziałów. Miały też z pewnością mniej problemów związanych ze zmianą tradycyjnego modelu pracy na tryb zdalny. Do tego dochodzi też naturalna dla mniejszych organizacji zwinność i umiejętność szybkiego reagowania na zmiany rynkowe.

Kilka znanych firm znalazło się w kłopotach, gdy okazało się, że w związku z aferą finansową nadzór nakazał wstrzymanie działalności Wirecard. Fintech Curve, który korzystał z systemów rozliczeniowych niemieckiej firmy, musiał nawet na kilka dni zawiesić działalność. Klienci nie byli zachwyceni. Załóżmy, że fintech dzięki dobremu pomysłowi zebrał niewielkie finansowanie. Które elementy swojego biznesu powinien stworzyć sam, a po jakie gotowe i bezpieczne rozwiązania może sięgnąć, by ograniczyć koszty?

Analizowaliśmy podejście challenger banków i fintechów do tworzenia biznesu. Dość szybko okazało się, że odpowiedź na tak postawione pytanie jest stosunkowo prosta. Tworząc nowy podmiot finansowy, jego twórcy mają pomysł na swoje miejsce na rynku. Znajdują swoją niszę, gdzie optymalizacja działania, nowatorskie podejście do znanych usług lub kreowanie czegoś zupełnie nowego wiąże się z pomysłem na to, jak dostarczyć tę usługę do swojego klienta. Przekładając to na język IT, fintechy wiedzą, co i w jaki sposób chcą rozwiązać na poziomie front-endu, czyli tej części architektury, którą zobaczy i której bezpośrednio używać będzie klient owego pomysłodawcy na swoim smartfonie lub w przeglądarce swojego komputera. Przygotowanie tej warstwy rozwiązań jest stosunkowo proste i łatwo weryfikowalne co do osiąganych celów.

Dużo bardziej złożone i często niedoceniane jest to, co dzieje się, mówiąc kolokwialnie, "pod maską", czyli w warstwie back-endowej. W jaki sposób ewidencjonować i przetwarzać transakcje klientów, jak je raportować i wreszcie, jak zapewnić stabilne i bezpieczne środowisko? Oczywiście, z punktu widzenia pełnej niezależności takiego podmiotu finansowego, idealne byłoby stworzenie lub posiadanie rozwiązania, które pozwoli mu działać nieprzerwanie i niezależnie od ewentualnych zawirowań u dostawcy usług. Natomiast takie podejście wymaga bardzo kosztownych i czasochłonnych inwestycji. Mówimy tu o milionowych nakładach, które po wejściu fintechu na rynek mogą okazać się zupełnie nietrafione i inwestycje te okażą się nie do odzyskania. Ponadto, czas poświęcony na przygotowanie pełnego wsparcia technologicznego i formalnego może okazać się czasem, w którym konkurencja zajmie niszę, na której opieraliśmy nasz biznes, i nasza oferta nie będzie już innowacyjna.

Jeżeli mamy pomysł biznesowy i chcemy szybko oraz możliwie niskonakładowo zweryfikować jego zasadność, to oparcie się na gotowych rozwiązaniach jest idealnym wyjściem, szczególnie w tych obszarach, które wymagają czasu i kapitału na ich realizację, nie wspominając o dostępności specjalistów, którzy byliby w stanie przygotować takie rozwiązania. Z czasem, kiedy wybrany kierunek znajdzie potwierdzenie na rynku, a fintech osiągnie oczekiwaną stabilność, może myśleć o uniezależnianiu się od dostawców zewnętrznych, dzięki osiąganym zyskom lub pozyskanemu z zewnątrz kapitałowi. Lepiej rozpocząć biznes i pozyskać kapitał na inwestycje potwierdzonej ścieżki rozwoju, niż starać się o potężne finansowanie na podstawie jedynie pomysłu.

Elementem dodatkowym, zabezpieczającym działalność operacyjną danego podmiotu mogą być wszelkiego rodzaju rozwiązania formalno-techniczne na wypadek nieprzewidzianych okoliczności, takich jak na przykład zaprzestanie świadczenia usług. Mamy przepracowane modele adresujące tego typu ryzyka, dzięki którym nasi klienci mogą bezpiecznie realizować swoje cele biznesowe bez obawy, że mogliby pozostać bez wsparcia.

Incat oferuje jeden z takich produktów. Jak opisałby Pan jego działanie? Do kogo Państwo kierujecie swoją ofertę?

Stworzyliśmy w Incat odpowiednik głównego systemu transakcyjnego, który stanowi podstawę architektury informatycznej każdego banku. Nasze rozwiązanie nazwaliśmy, może nieco nieskromnie, BOS. Nazwa pochodzi od prostego, ale sporo mówiącego rozwinięcia Banking Operation System. Nasze rozwiązanie zapewnia przetwarzanie danych klientów, rachunków i ich transakcji, włączając w to obsługę kanałów płatniczych. Co ważne, w ramach BOS stworzyliśmy również księgę główną, syntetyzującą zapisy transakcyjne.

Adresując kwestię wymaganej elastyczności biznesowej, opracowaliśmy także platformę usługową dedykowaną fintechom, która jest oparta na systemie BOS, wzbogaconym usługami partnerskimi. W efekcie fintech otrzymuje dostęp do zestawu usług (API), które pozwalają na pełną obsługę operacji finansowych, w tym integracje z izbami rozliczeniowymi, usługami on-boardingu klientów, AML, antyfraud etc.

Obecnie pracujemy nad rozwojem platformy Fintech as a Service AI (FaaS AI), dokładając kolejne usługi wspierające część operacyjną fintechów, wzbogaconą o oparty na mechanizmach uczenia maszynowego komponent AI. Usługa oferowana jest oczywiście za pośrednictwem chmury.
Nasze rozwiązania kierujemy przede wszystkim do startupów ruszających w rynek z nowym pomysłem, którego podstawą jest solidny silnik transakcyjny. Rozwiązanie jest skalowane na niemal każdy rodzaj i zasięg przedsięwzięcia. Jesteśmy gotowi na współpracę w oparciu o licencję na nasz system, jak i niskonakładowe usługi przetwarzania rachunków i transakcji płatniczych.

Na polskim lub europejskim rynku w tym obszarze jest duża konkurencja? Zaledwie kilka dni temu Asseco ogłosiło, że dzięki jego Asseco BooX bank można stworzyć w sześć minut. Czym wyróżnia się FaaS AI wśród innych tego typu rozwiązań i co sprawi, że klient wybierze właśnie ten produkt?

Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że konkurencja w tym obszarze jest spora, tym niemniej to, co odróżnia nasze rozwiązania od reszty, to fakt, że adresujemy je do nieco innej grupy docelowej. Asseco, Mambu czy Solaris kierują swoją ofertę do dojrzałych biznesowo banków, challenger banków lub fintechów, dostarczając im określony zestaw produktów połączonych z elastycznymi procesami operacyjnymi. Krótko mówiąc, konkurencyjne firmy oferują Bank in the Box, ale w ten sposób ograniczają klienta do oferty, która znajduje się w tym "pudełku". Nasze rozwiązanie FaaS AI jest raczej piaskownicą biznesową, w której my udostępniamy zestaw komponentów gotowych do użycia przez klienta, ale dajemy także możliwość jego rozbudowania o własne komponenty klienta lub te wdrażane przez innych dostawców. W efekcie, FaaS AI pozwala na testowanie modeli biznesowych i – w zależności wybranego modelu w danym czasie – klient może dobierać optymalne dla niego rozwiązania.

Myślę, że warto również wspomnieć, że poza wysyceniem funkcjonalnym, niezwykle istotnym elementem naszego systemu są użyte rozwiązania technologiczne, które pozwalają na pełną elastyczność i to nie tylko w wymiarze technicznym, jak wydajność przetwarzania. Kluczem jest skalowalność biznesowa implementowanego systemu. Po co inwestować czas i pieniądze w pełen zestaw procesów, jeżeli nasz pomysł na działalność na rynku finansowym ogranicza się do zaadresowania tylko kilku z nich, za to w sposób, który wyznaczy nowe standardy na rynku? Zakładamy, że takie podejście przyświeca pomysłodawcom startujących fintechów, i my naszym rozwiązaniem trafiamy dokładnie w ten punkt.

Czy są już jakieś wdrożenia, którymi firma może się pochwalić? Jeśli tak, to czy możemy poznać jakieś szczegóły? Co to były za projekty?

Mamy za sobą zarówno wdrożenie dla startującego właśnie fintechu w zakresie wykorzystującym pełne możliwości naszego systemu z obsługą klientów, ich rachunków, transakcji oraz księgi głównej w modelu instalacji bezpośrednio u klienta, jak również wdrożenie dla banku, ograniczone do obsługi kanałów płatniczych wraz z funkcjonalnością rachunków wirtualnych. Jesteśmy już także w trakcie pierwszego wdrożenia naszego rozwiązania w formie usługi, w oparciu o instalację chmurową z wykorzystaniem prawie pełnego pakietu procesów biznesowych oraz księgi głównej.

Czy oferowane przez Państwa narzędzie jest zgodne z ideą otwartej bankowości? Jakie dodatkowe usługi fintech będzie mógł zaproponować klientom, jeśli skorzysta z tego mechanizmu – czy tylko agregację rachunków czy coś więcej?

Nie tylko jest zgodne, ale może stanowić element wspierający ten postulat w organizacjach, które już działają na rynku, ale ograniczenia ich systemów blokują je w wykorzystaniu możliwości, jakie niosą za sobą nowe regulacje. Dzięki otwartej komunikacji jesteśmy gotowi na integrację z każdym systemem zewnętrznym. Owa integracja, jak i kompletność obsługiwanych procesów biznesowych oraz unikalne funkcjonalności systemu powodują, że możemy nie tylko agregować informacje o rachunkach i transakcjach, ale również wzbogacać je o wartość dodaną, pozwalającą naszym klientom na oferowanie nowych usług i produktów opierających się na danych pochodzących z innych banków lub fintechów.


7 nieoczywistych kompetencji miękkich przydatnych w pracy programisty

O kompetencjach miękkich w kontekście IT mówi się w ostatnich latach coraz więcej, co bardzo cieszy, bowiem przez dłuższy czas obszar inteligencji emocjonalnej był w IT mocno niedoceniany. Dziś to podejście podlega sporym zmianom, a managerzy i szefowie działów IT  dostrzegają zalety budowania zespołów technicznych z uwzględnieniem kompetencji miękkich. Specyfika IT pokazuje jak ważne w codziennej pracy zespołów technicznych są umiejętności komunikacyjne czy zdolność do skutecznej pracy w grupie. Istnieją jednak takie kompetencje, które z pozoru wydają się w IT niepotrzebne, jednak po głębszym zastanowieniu można dojść do wniosku, że posiadanie ich bardzo ułatwia codzienną pracę. Wybraliśmy 7, naszym zdaniem przydatnych i nieoczywistych kompetencji miękkich, które są bardzo ważne w kontekście pracy w IT:

Zarządzanie emocjami

Zarządzanie emocjami jest umiejętnością przydatną ogólnie w biznesie, natomiast w branży IT pełni szczególną rolę. Zarządzanie emocjami najogólniej rzecz ujmując sprowadza się do interpretowania, kontrolowania i bieżącej regulacji własnych emocji w taki sposób by nie przeszkadzały one w działaniu.

W psychologii zdolność do dostrzegania i interpretowania własnych emocji, określa się mianem wglądu. To niezbędna umiejętność do tego, by pracować nad samokontrolą, nie reagować pod wpływem silnego wzburzenia, a także przyjmować właściwe interpretacje różnych sytuacji, nie zniekształconych przez emocje. W branży pełnej wyzwań, jaką jest niewątpliwie IT nie brakuje okazji do spięć, frustracji czy złości, więc tym ważniejsze jest kontrolowanie tych sytuacji na tyle, by nie wpływały one zbyt silnie na pracę. Wysoki poziom pobudzenia emocjonalnego wpływa negatywnie na efektywność, skupienie i uwagę, a przecież to właśnie te procesy nierzadko stanowią o powodzeniu przy pisaniu skomplikowanego algorytmu, lub analizowaniu krytycznych błędów w aplikacji. 

Elastyczność

Elastyczność to, w dużym uproszczeniu, zdolność dostosowania się do zmieniającej się sytuacji, bez ponoszenia dużych kosztów emocjonalnych. Osobom elastycznym łatwiej jest radzić sobie, gdy “zasady zmieniają się w trakcie gry”, dlatego ta cecha w pracy programisty przydaje się nadzwyczaj często. Bo niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie był w sytuacji, gdy klient zmieniał wymagania lub podważał wcześniejsze ustalenia, podczas gdy projekt był już w zaawansowanej fazie. Takie sytuacje u osób mocno pryncypialnych budzą frustrację i masę negatywnych emocji, co odbija się najczęściej na pracy, natomiast elastyczność pozwala zachować potrzebny spokój, jednocześnie dając możliwość znalezienia alternatywy przy rozwiązywaniu problemów.

Kreatywność

Przecież jestem programistą, niepotrzebna mi kreatywność, powiesz zapewne. I cóż...na pierwszy rzut oka trudno odmówić racji takiemu rozumowaniu, ale wchodząc głębiej, można zobaczyć, że kreatywność bardzo pomaga w pracy technicznej. Bycie kreatywnym jest silnie połączone z umiejętnością rozwiązywania problemów, bo osoby z tą zdolnością potrafią patrzeć na rzeczywistość z trochę szerszej perspektywy niż reszta. Dostrzegają związki i nawiązania, tam, gdzie pozornie ich nie widać, dzięki czemu potrafią znaleźć nieszablonowe rozwiązanie gdy klasyczne sposoby zawodzą. Osoby kreatywne to mistrzowie workaroundów, często tak niezbędnych, gdy stajesz przed dużym technologicznym wyzwaniem.

Autoprezentacja

To kolejna miękka umiejętność, która pozornie wydaje się zupełnie nieprzydatna w świecie IT. Prezentacje czy wystąpienia, to raczej domena działów marketingu i sprzedaży, pomyślisz. To przekonanie traci dziś na aktualności, bowiem coraz częściej zdarza się, że osoby techniczne prowadzą wewnętrzne warsztaty dla młodszych programistów, biorą udział w technicznych webinarach, a także przygotowują prezentacje dla klientów. W dobie social mediów i trendu jakim jest dzielenie się swoją wiedzą z odbiorcami, firmy technologiczne mocno korzystają z potencjału intelektualnego swoich działów IT. Warto więc rozwijać swoje zdolności autoprezentacji, by w takiej sytuacji czuć się pewniej i móc skupić się wyłącznie na treści tego, co jest do przekazania, bez konieczności zamartwiania się o formę. 

Samomotywacja

Firmy technologiczne prześcigają się w tworzeniu pakietów motywacyjnych, systemów premiowych i benefitów, które nie tylko mają zachęcić do pracy w wybranej firmie, ale także utrzymać wysoki poziom motywacji. Takie motywatory zewnętrzne, które nie są immanentną częścią danego zadania mają jednak o wiele niższą skuteczność niż motywacja wewnętrzna, rozumiana jako zaangażowanie w pracę wynikające z chęci wykonania określonego działania, nawet jeśli nie wiąże się z tym żadna nagroda “z zewnątrz”. Ale motywacja wewnętrzna także ma swoje ograniczenia. Zdarza się, że nawet gdy praca w IT jest Twoją pasją i wykonujesz ją z przyjemnością, Twoje chęci z czasem słabną. Wiecznie niezadowolony klient czy przełożony, który regularnie dokłada obowiązków, projekty do “wyklepania”, przy których nie uczysz się nowych rzeczy - to czynniki, które negatywnie wpływają na poziom motywacji wewnętrznej. Dobrze jest więc, gdy potrafisz rozpoznać ten stan i skutecznie mu zaradzić.

Resiliencja

Resiliencja to po prostu odporność psychiczna i umiejętność adaptacji w nieprzewidzianych sytuacjach oraz radzenia sobie z problemami. Ta umiejętność wraca ostatnio do łask, głównie za sprawą pandemii koronawirusa. Można powiedzieć, że ostatnie kilka miesięcy zapewniło organizacjom, pracodawcom i pracownikom ogromny egzamin z resiliencji, który zapamiętamy na lata. Odporność psychiczna to cecha, którą można skutecznie rozwijać, co jest bardzo dobrą wiadomością dla osób, które muszą nad nią popracować. Choć wydaje się, że praca programisty jest bardzo stabilna, nie jest jednak wolna od nieprzewidzianego, zarówno w wymiarze technicznym, jak i biznesowym. Zdarzają się aplikacje, które, mimo najlepszych chęci, okazują się nierentowne i nieatrakcyjne dla odbiorców, bugi, które “wychodzą” już po releasie oprogramowania, czy krytyczne projekty na wczoraj, generujące ogromny poziom stresu. Odporność i umiejętność radzenia sobie z takimi sytuacjami jest niezbędna dla zachowania równowagi, a także sprawia, że każdy kolejny problem przestaje być sytuacją bez wyjścia, a jedynie kłopotem, z którym trzeba sobie poradzić i iść dalej. 

Zarządzanie sobą w czasie

Zdarzają Ci się dni, gdy pracujesz przez cały dzień, a wieczorem dociera do Ciebie, że w gruncie rzeczy niczego konkretnego nie zrobiłeś? Powodem może być właśnie nieumiejętność zarządzania sobą w czasie, czyli między innymi brak nadawania priorytetów zadaniom, słaby poziom planowania działań, czy estymacji czasu, a także problem z ustalaniem celów. To wszystko sprawia, że praca pod presją czasu staje się podwójnie stresująca, bo martwisz się nie tylko o to, by zrobić swoje zadanie dobrze, ale także o to, czy “się wyrobisz”. A w branży IT terminowość i efektywność, zwłaszcza w pracy z klientem jest bardzo ważna, warto więc pochylić się nad tym aspektem swojej pracy. Opisywanie wszystkich najskuteczniejszych technik i metod zarządzania sobą w czasie zajęłoby nam zbyt dużo miejsca, tym niemniej polecamy zapoznać się na początek z macierzą Eisenhowera oraz techniką Pomodoro, które świetnie sprawdzą się jako narzędzia wspierające skuteczne zarządzania czasem. 

Choć wciąż niedoceniane, dobrze rozwinięte kompetencje miękkie w branży IT niosą za sobą szereg zalet. To ten właśnie aspekt naszej codziennej pracy pomaga rozwinąć potencjał i zwiększyć efektywność, a to przekłada się na coraz lepsze rezultaty w pracy, pozbawionej niepotrzebnej frustracji, obaw, czy negatywnych emocji. 

Z punktu widzenia procesów rekrutacyjnych, jakie prowadzimy w INCAT, aby realizować ciekawe zadania w projekcie, w pracy programisty liczą się dla nas nie tylko umiejętność programowania. Wiedza i umiejętności techniczne powinny iść w parze z kompetencjami miękkimi - w codziennych zadaniach programisty ich rola jest o tyle ważna, ponieważ projekty często są różnorodne, wymagają kreatywnych rozwiązań, a także przekazywania informacji technicznych osobom spoza branży. Niezależnie od tego jaką rolę pełni programista, czy jest managerem zarządzającym projektem, czy developerem, powinien być osobą komunikatywną. Zwracamy dużą uwagę na tą umiejętność, gdyż jest ona niezbędna podczas planowania projektu, a także podczas wprowadzania zmian. Tworzenie aplikacji to nie tylko samotne kodowanie – wymaga ono wielomiesięcznej pracy zespołowej oraz współpracy wielu specjalistów, w czym zdecydowanie pomaga wdrożenie opisanych umiejętności w swoją zawodową codzienność. Zdecydowanie wszystkie przekładają się na efektywność pracy, a połączone ze specjalistyczną wiedzą i doświadczeniem zaowocują zdobyciem satysfakcjonującej pracy i poczuciem spełnienia - mówi Karolina Wolf, specjalista ds. HR i rekrutacji w INCAT.  


6 najpopularniejszych języków programowania używanych w bankowości

Gdyby zapytać grupy programistów jaka technologia jest najlepsza przy tworzeniu oprogramowania dla bankowości, z pewnością odpowiedź brzmiałaby “To zależy.” I trudno się z tym nie zgodzić, bo dobór technologii zależy od celu, który ma realizować. Jednak biorąc pod uwagę specyfikę branży bankowej, wyśrubowane standardy bezpieczeństwa i konieczność zgodności z legislacją, wybraliśmy 7 technologii, które najczęściej wykorzystuje się w bankowości. 

 

COBOL 

Cobol jest swoistą legendą bankowego IT. Każdy, kto przynajmniej przez moment miał styczność z tym tematem, kojarzy go jako wieloletnią podstawę wszelkich systemów bankowych. Choć dziś programistom zdarza się żartować z tego języka, okazuje się, że niesłusznie. Według danych Reutersa aż 43% dzisiejszych światowych informatycznych systemów bankowych jest stworzona z użyciem COBOL-a, więc jak widać ma się on nadal całkiem nieźle. Nazwa COBOL to akronim od słów Common Business-Oriented Language i właśnie to, że sprawdza się on świetnie przy realizacji celów biznesowych i komercyjnych tłumaczy w dużej mierze jego zastosowanie w bankowości. Ponadto, COBOL odznacza się także prostą i zrozumiałą składnią, co sprawia, że nawet nietechniczna osoba potrafi sporo rozgryźć podczas czytania kodu. 

 

C#

C# to wysokopoziomowy język obiektowy stworzony przez Microsoft. Pomimo upływu lat, wciąż zajmuje wysokie pozycje w rankingach popularności języków programowania. Sprawdza się świetnie w tworzeniu rozbudowanych systemów i dużych projektów, co poniekąd tłumaczy jego miejsce w tym artykule. Tym co wyróżnia C#, jest przede wszystkim fakt, że to technologia ze stajni Microsoftu, co ma przynajmniej dwie spore zalety. Pierwsza to oczywiście kwestia tego, że za tym językiem stoi jeden z technologicznych gigantów, z ogromnym budżetem na rozwój i bardzo dużym wsparciem. Druga to niewątpliwie duża kompatybilność wsteczna (cecha oprogramowania, dzięki której − mimo zmiany funkcjonalności − nowa wersja umożliwia współpracę z całym otoczeniem wcześniejszej wersji i jej wszystkimi komponentami). W kontekście tak pożądanej przewidywalności, Microsoft otwarcie określa kierunek rozwoju swojej technologii, dzięki czemu dosyć jasno i klarownie można przewidzieć z jakimi zmianami przyjdzie się nam zmierzyć na przestrzeni kolejnych kilku lat. 

 

C/C++

Choć C/C++ został stworzony w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, szeroki zakres jego zastosowania sprawia, że nadal opiera się na nim wiele dużych systemów i aplikacji. C++ wyróżnia to, że sprawdza się przy tworzeniu skomplikowanych, wielopoziomowych systemów, ze względu na specyficzny kompilator. Kompilator C++ silnie przestrzega zgodności typów, dlatego w kodzie napisanym w C++ trudniej jest popełniać błędy, co prowadzi nas do większego bezpieczeństwa aplikacji pisanych w tym języku. 

 

JAVA/ SPRING

Java to niekwestionowana królowa technologii bankowych, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Świetnie sprawdza się w projektach, które wymagają bardzo wysokiego poziomu bezpieczeństwa i dużej wydajności. Ponadto odznacza się dużą stabilnością i często wykorzystuje się ją w dużych wdrożeniach. Tym co bardzo wyróżnia Javę, jest jej niezależność od architektury. Powstały kod jest niezależny od systemu operacyjnego i procesora, a wykonuje go tzw. wirtualna maszyna Javy, która (między innymi) tłumaczy kod uniwersalny na kod dostosowany do specyfiki konkretnego systemu operacyjnego i procesora. Taka uniwersalność sprawia, że wszędzie tam gdzie możliwe jest zainstalowanie wirtualnej maszyny, możliwe jest również korzystanie z Javy. 

 

JAVASCRIPT/ ANGULAR.JS

JavaScript, a właściwie framework tego języka, Angular.js jest najczęściej wybieraną technologią przy tworzeniu warstwy front-end aplikacji bankowych. JavaScript pozwala budować aplikacje webowe w technologii SPA - Single Page Application, która bardzo ułatwia intuicyjne korzystanie z aplikacji. Podobnie jak w przypadku pozostałych języków, Javascript jest bardzo stabilnym językiem, wspieranym od wielu lat. Zważywszy na to, że technologie front-endowe zmieniają się niemal z dnia na dzień i można wśród nich zauważyć duże rozwarstwienie, w kontekście stabilności i przewidywalności JavaScript wydaje się najbardziej optymalnym wyborem.

 

PYTHON

Python to technologia, którą wykorzystuje się najczęściej w obszarze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, a także w analizie danych i data science. Jest to język bardzo szerokiego zastosowania, a biorąc pod uwagę, że banki coraz mocniej wykorzystują algorytmy AI, nie dziwi więc rosnąca popularność Pythona w tej branży. Python jest przyjazny matematyce, a przez to dobrze “rozumie się” właśnie z algorytmami finansowymi. Co ciekawe, wiele organizacji z obszaru fintech i core banking często wykorzystuje Pythona do analizy danych, a biorąc pod uwagę rosnącą konieczność współpracy technologicznej pomiędzy branżą bankową a pozostałymi instytucjami quasi finansowymi, można się spodziewać, że jego popularność w tym obszarze jeszcze wzrośnie.

 

Podsumowanie

To co jest bardzo znamienne w przypadku technologii bankowych, to fakt, że do tworzenia oprogramowania i poszczególnych komponentów wybiera się zazwyczaj języki długo wspierane i stosunkowo przewidywalne. Jako że systemy bankowe są skomplikowane i rozbudowane, banki rzadko decydują się na ich przepisywanie z jednej technologii na inną. W związku z tym kluczowa jest stabilność oraz gwarancja tego, że język będzie jak najdłużej wspierany, nierzadko jednak kosztem rozwoju technologicznego branży. Tym, co z pewnością będzie stanowić jedno z wyzwań dla bankowości na najbliższe lata, to znalezienie kompromisu pomiędzy korzystaniem ze sprawdzonych rozwiązań, bezpieczeństwem i stałością, a możliwością rozwoju i wykorzystania najnowszych technologii.


Rewolucja w podejściu do outsourcingu - teraz robi się to inaczej

Ostatnie tygodnie upłynęły pod znakiem negatywnych zmian i drastycznych, biznesowych ruchów - z uwagi na pandemię faktem stały się masowe zwolnienia, przesunięcia i ograniczanie kosztów prowadzenia biznesów. Choć w branży IT sytuacja pod wieloma względami jest bardziej stabilna, eksperci przewidują, że i tu można oczekiwać nieuchronnych, zmian. 

 

Choć jeszcze w lutym 2020 r. IDC przewidywało wzrost światowego rynku IT nawet o 4,3% w skali roku, marcowe prognozy sugerują, że przy końcu 2020 nastąpi spadek do poziomu 1,3% przy stałych kursach walutowych. Wszystko ze względu na trudną sytuację firm, które w obliczu ograniczonych budżetów szukają alternatyw w obszarze zatrudnienia oraz optymalizacji kosztów pozwalających na przetrwanie i wsparcie realizacji dalszych celów biznesowych.

 

Tymczasem, na co wskazują eksperci, w obliczu globalnych problemów związanych z koronawirusem, niektóre zmiany mogą przyjąć zaskakujący obrót. Bo choć aktualnie większość sektorów gospodarki znajduje się w bardzo ciężkim położeniu, może się okazać, że doświadczenia związane z epidemią będą dla sporej liczby firm motywacją do wdrożenia działań ułatwiających funkcjonowanie w sytuacji kryzysowej. Można w tym upatrywać szansy na spory rozwój obszarów automatyki i robotyzacji, a także, jak potwierdza w swoim badaniu Antal, liczyć na wzrost popularności usług outsourcingowych, przede wszystkim w obszarze IT.

Firmy zmieniają swoje podejście do outsourcingu

Wszystko zakiełkowało już w 2018 roku, kiedy firmy zaczęły zmieniać swoje postrzeganie roli usług zewnętrznych w biznesie. Wcześniej główną motywacją przy korzystaniu z outsourcingu była chęć redukcji kosztów i zwolnienia zasobów firmowych do innych celów. Dziś podejście to rewolucjonizuje się, bo jak wynika z raportu Deloitte, przedsiębiorcy przestali patrzeć na outsourcing wyłącznie w kategoriach wsparcia back-office, ale zaczęli go traktować jako sposób na zdobycie przewagi rynkowej - poprzez transfer wiedzy i technologii pomiędzy klientem a dostawcą usługi. I choć optymalizacja kosztów jest nadal niezwykle ważnym kryterium, przestała być kryterium kluczowym. Tę tendencję zdają się potwierdzać wnioski z raportu GSA (Global Sourcing Association) dotyczącego trendów w outsourcingu, zgodnie z którym dziś decydenci znacznie bardziej koncentrują się na ogólnej wartości dla organizacji, a nie tylko na redukcji kosztów. Głównym celem outsourcingu staje się więc wspieranie klienta w zdobyciu przewagi konkurencyjnej, poprzez zmianę sposobu funkcjonowania i wdrażanie działań zwiększających poziom elastyczności, wydajności i skuteczności organizacji.

 

Zmiany napędzane przez pandemię 

Choć zmiany w relacji dostawca outsourcingu - klient rozpoczęły się już wcześniej, aktualna sytuacja może przyspieszyć ich tempo. - Zastój gospodarczy spowodowany przez pandemię koronawirusa sprawił, że kontynuacja sporej liczby projektów w dotychczasowej formie stanęła pod znakiem zapytania. Dziś wiele firm boryka się też z sytuacją, której nie mogą nagle, z dnia na dzień, po prostu porzucić prowadzenia zaawansowanych technologicznie projektów, ze względu na umowy, terminy czy zewnętrzne finansowanie. W związku z tym w wielu z nich koniecznością stała się kontrola wydatków na zadania i bilansowanie firmowych zasobów, aby móc przetrwać najbliższe kilka miesięcy - mówi Piotr Hanusiak, CEO INCAT.

 

Jak tłumaczy, obecnie większość firm decyduje się na całkowite zawieszenie prowadzonych wewnętrznie tematów, wobec czego zespoły techniczne i projektowe zostają zwalniane, a działy HR i rekrutacji działają na zmodyfikowanych zasadach. To jednak rozwiązanie krótkofalowe - pozwala przetrwać trudny czas, ale generuje duży problem w momencie, gdy sytuacja z pandemią ustabilizuje się i nastąpi wznowienie działań projektowych. Wówczas może okazać się, że brakuje specjalistów IT, którzy poprowadzą projekt, co więcej - brakuje także rekruterów, którzy mieliby podjąć się ponownego kompletowania zespołów. A należy pamiętać, że rekrutacja, zwłaszcza w branży IT, jest wyjątkowo kosztowna, nie wspominając o konieczności dopasowania kandydatów do specyfiki projektu i stacku technologicznego, co jest nie tylko czasochłonne, ale i zwyczajnie trudne. Wówczas rozsądnym rozwiązaniem może okazać się outsourcowania projektów do zewnętrznego dostawcy, ale w taki sposób, by nie stracić wpływu na ich ostateczny kształt. I dlatego, dostępne do tej pory modele współpracy wydają się zdecydowanie niewystarczające. Piotr Hanusiak uważa, że aby przetrwać kryzys wywołany przez pandemię konieczne jest unowocześnienie podejścia usługodawców outsourcingu i modyfikacja oferowanych wcześniej modeli współpracy. Jak mówi: 

 

- Na przestrzeni ostatnich 20 lat dynamika rozwoju branży IT jest bardziej niż imponująca. Zmieniają się cele biznesowe, pojawiają nowe szanse i możliwości, ale przede wszystkim ewoluują potrzeby, które technologia sama kreuje. Uczestniczymy w tym procesie i dlatego dostrzegamy te momenty, w których konieczna jest zmiana utartych modeli współpracy. Teraz, jeszcze bardziej niż wcześniej, należy tworzyć rozwiązania jak najbardziej kompleksowe i elastyczne, by nie tylko oferować usługę, ale przede wszystkim wspierać klientów w procesie technologicznych zmian. Dlatego nowoczesne modele outsourcingowe muszą łączyć w sobie zalety klasycznych, znanych do tej pory form, dających klientowi kontrolę nad procesem, a jednocześnie zdejmować z niego obciążenie związane z tworzeniem oprogramowania czy produktu. W takim modelu usługodawca przestaje być wyłącznie dostawcą usługi - jego rola ewoluuje do roli partnera technologicznego.

 

Firmy outsourcingowe będą współdzielić odpowiedzialność

Tym, co ma odróżniać nowoczesny model współpracy od innych form outsourcingu, jest wzięcie przez dostawcę odpowiedzialności za projekt na równi z zamawiającym. W projektach technologicznych ryzyko biznesowe jest niemal z góry wkalkulowane w proces, bo nawet najlepiej zaplanowany projekt nie jest wolny od nieprzewidzianego. Przy czym to nieprzewidziane zwykle przyjmuje różnorakie formy: od błędów w kodzie, przez  niespodziewane koszty, aż po rotacje pracowników. Każdy taki problem oznacza dodatkowy stres, czas oraz pieniądze, a każda wdrożona zmiana wydłuża już i tak napięty do granic możliwości harmonogram prac. W nowoczesnych modelach ryzyko dotyczące projektu ma spoczywać na barkach dostawcy usługi, a po stronie klienta ma pozostać kontrola nad procesem. Takie dzielenie odpowiedzialności sprawi, że dostawca usługi bardziej niż podwykonawcą stanie się partnerem w projekcie, choć pełne prawo do wytworzonego oprogramowania nadal posiadać będzie tylko klient i tylko on będzie mógł modyfikować, rozwijać i czerpać korzyści finansowe z produktu. Także ze względu na to, coraz częściej odchodzić się będzie od modelu płatności na podstawie przepracowanego czasu i wartości wykorzystanych narzędzi, na rzecz stałej ceny za wykonanie projektu, co ma pozwolić optymalizować koszty i kontrolować wydatki.

 

- Przed branżą IT niewątpliwie czas zmian, których kierunek na razie trudno przewidzieć. To, co można z całą pewnością stwierdzić, to że sytuacja związana z epidemią już na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy zmusi wielu przedsiębiorców do zmiany modelu biznesowego i przeorganizowania przepływu kosztów. I choć zmieniający się paradygmat outsourcingu stanowi duże wyzwanie zarówno dla klientów, jak i dostawców usług, to model nowoczesnej współpracy, w którym rozszerza się zakres działań i odpowiedzialności dostawcy, przy jednoczesnym zachowaniu nadzoru przez zamawiającego, będzie coraz popularniejszy - podsumowuje Piotr Hanusiak.

 

 


Co sprawia, że architektura mikroserwisów jest tak efektywna?

Od kilku lat na rynku IT możemy obserwować rosnącą popularność mikroserwisów, które powoli spychają na boczny tor dominującą do tej pory architekturę monolityczną. Struktura mikroserwisów, w przeciwieństwie do monolitu to zbiór wielu, niezależnych od siebie usług i procesów, które razem tworzą aplikację. Mikroserwisy to wygodne rozwiązanie przy tworzeniu zaawansowanego systemu lub dużych aplikacji - pozwala na szybkie wdrożenie projektu oraz równoległą pracę nad kilkoma modułami jednocześnie. Choć na mikroserwisach swoje rozwiązania oparli tacy giganci jak Netflix czy Uber, nie tylko to stanowi o niezwykłości tego podejścia.

Elastyczność
Mikroserwisy, w przeciwieństwie do architektury monolitów pozwalają na łatwą modyfikację funkcjonalności w projekcie. Ze względu na to, że każdy mikroserwis to niezależny element aplikacji, można zmieniać, dodawać i usuwać kolejne komponenty w taki sposób, by nie wpływało to na funkcjonowanie całości. Odpadają zatem takie problemy jak cykliczna zmiana testów automatycznych czy ryzyko zatrzymania całej aplikacji przy wdrożeniu następnego modułu.

Łatwa integracja
Otwarte API, wykorzystywane w architekturze mikroserwisów pozwala na szybką i bezproblemową integrację z innymi serwisami. Rozwiązanie takie jak API Gateway pośredniczy w komunikacji pomiędzy modułami, umożliwiając wygodne dostosowanie API pod konkretnych klientów, bez potrzeby umieszczenia go w każdym mikroserwisie.

Skalowalność
Podejście modułowe pozwala błyskawicznie i efektywnie reagować na dynamikę środowiska biznesowego - zmiana wymagań biznesowych nie oznacza restrukturyzacji całej aplikacji, a jedynie tego modułu, który dotyczy danej funkcjonalności. Ponadto w przypadku dużych obciążeń mikroserwisy pozwalają na sprawne zwiększenie liczby instancji, które balansują nadmiarowy ruch w aplikacji, co także adresuje problem wydajności.

Szybkie wdrożenie 
Mikroserwisy dają możliwość szybkiego releasu MVP systemu. Wdrożenie w pełni działającej, podstawowej i gotowej do dalszego rozwoju aplikacji jest przy tej architekturze kwestią kilku tygodni. Z kolei dodawanie kolejnych modułów i modyfikacja już istniejących nie komplikuje w żaden sposób możliwości korzystania z systemu przez klientów, ponieważ jest zwyczajnie mniej inwazyjne niż w przypadku monolitu i nie oddziałuje na core aplikacji.

Niezależny development i autonomia
Architektura rozproszona oznacza także niezależność zespołów projektowych. Nie ma tutaj centralnego ośrodka zarządzającego, dzięki czemu przepływ informacji jest płynniejszy. Każdy zespół pracuje nad “swoim” elementem aplikacji i nie musi brać pod uwagę baz danych czy architektury pozostałych modułów. Co ciekawe, mikroserwisy pozwalają na rozwijanie każdego elementu w innej technologii i języku, oraz utrzymanie serwisów na osobnych serwerach i w repozytoriach. Tak rozumiana niezależność rozwiązuje problem długu technicznego oraz zwiększa efektywność samego systemu.

 

Oczywiście, mikroserwisy nie są lekiem na całe zło. Póki co, nie istnieje architektura, która byłaby pozbawiona wad, a przy tym nadawałaby się do każdego typu aplikacji. Nie inaczej jest z mikroserwisami. W przypadku gdy rozważasz wdrożenie architektury mikroserwisów, kluczowym pytaniem, które powinieneś sobie zadać nie jest “Czy?”, tylko “Jak?”, bowiem nieprawidłowe opracowanie wymagań technicznych i struktury, czy brak przemyślanej obsługi ruchu pomiędzy serwerami, może wyrządzić ostatecznie więcej złego niż dobrego. Zaniedbanie tych kwestii na etapie planowania może spowodować klasyczne wylanie dziecka z kąpielą i w efekcie najprawdopodobniej okaże się, że architektura, która w założeniu miała wiele spraw ułatwić, tak naprawdę spędza sen z powiek wszystkim zainteresowanym. Warto wtedy rozważyć wsparcie partnera technicznego, który ma doświadczenie w tworzeniu rozwiązań opartych o mikroserwisy. Dzięki temu ominiesz wiele trudności związanych z wdrożeniem i jednocześnie będziesz mieć pewność, że czeka Cię sprawny release oraz system, który można modyfikować na tyle elastycznie, by na bieżąco dostosowywać się do szybko zmieniających się wymagań biznesowych.